O tym jak wydawca na konwenty jeździć zaczął

Dzisiejszy wpis dedykuję Nawikonowi i ichniejszemu organizatorowi odpowiedzialnego za sponsorów, z którym dokładnie tydzień temu ucięliśmy sobie bardzo radosną, i na szczęście owocną, rozmowę o patronacie nad konwentem.  Do tej pory nie mogę wyjść z podziwu dla tego jak bardzo zmienia się postrzeganie ludzi przez jeden drobny, wydawałoby się szczegół. Otóż ostatnio zacząłem jeździć na konwenty oficjalnie jako wydawca. Co z tego wynikło? Ano kilka rzeczy…

Przede wszystkim z nieznanych przyczyn wszyscy organizatorzy konwentów nagle zaczęli uważać, że skoro jestem wydawcą to za przeproszeniem sram kasą. Wiem, że spodziewają się, że skoro wydawnictwo chce się pojawić na konwencie to powinno zapłacić za stoisko. To dla mnie jasne jak słońce i nie zamierzałem się z tym nigdy kłócić. Pytanie jest jednak ILE powinno owo wydawnictwo za to zapłacić. Nie będę wam mówić ile kosztowało nas wystawienie się na Confuzji czy Avangardzie bo to sprawa pomiędzy mną a organizatorami.  Grunt, że z tego dokładnie powodu podziękowaliśmy Polconowi w Łodzi i dosłownie i w przenośni wyśmialiśmy Nawikon usłyszawszy ich pierwszą ofertę. Na szczęście Ci ostatni poszli po rozum do głowy i w godzinę czy dwie później po jak się okazało drobnej burzy wśród organizatorów przedstawili nam ofertę o wiele bardziej adekwatną do ich prestiżu i rozmiaru konwentu. Wtedy dogadaliśmy się w ciągu paru minut. Od początku bowiem zdawałem sobie sprawę, że konwent to dla wydawnictwa koszty – nagrody, stoisko, itd. Dla nas to przecież konieczne koszta marketingu, pokazania się i okazja do porozmawiania z wami. Wszystko to oznacza ni mniej ni więcej, że będzie nas można spotkać na przynajmniej dwóch z pośród jesiennych konwentów – Rzeszowskim Nawikonie i Lubelskim Falkonie. A kto wie, być może zdarzy się tak, że pojawimy się na jeszcze jakimś wydarzeniu fantastycznym w tym roku.

Skoro już jesteśmy w temacie Nawikonu to pozwolę sobie od razu powiedzieć, iż będzie tam zarówno nasze stoisko jak i prezentacje obu naszych systemów – Exalted i Legendy pięciu kręgów, która w owym czasie powinna być już w druku. Spotkanie o Exlated poprowadzę ja (jako, że ściąganie Michała ze Szczecina mijało się z celem) a o L5K opowie oczywiście Tomek Majkowski (który do Rzeszowa ma chyba bliżej niż ja z Lublina więc jego obecność jest jak najbardziej na miejscu). Oprócz tego tradycyjnie już Ci nieznający Exalted będą mogli spróbować poczuć system na własnej skórze gdyż będę prowadził sesję pokazową… a może nawet dwie, jeśli zainteresowanie będzie takie jak na Avangardzie a mam nadzieję, że i tym razem nas nie zawiedziecie.

No ale ja tu pisu-pisu a czas płynie i jakoś choroba nie chce się wydłużać żebym mógł spokojnie dopilnować wszystkiego co mam do dopilnowania tak żebyście ujrzeli na półkach kolejne podręczniki na czas i pozbawione błędów (jak chociażby osławiony już chochlik drukarski, który dopadł Exalted do którego nota bene errata już powstała chwilę temu). Dlatego też zapraszam was na Nawikon i wracam do pracy, której jak zawsze jest u nas pełno

Zapracowany

Qendi

Tags: , , ,

2 Responses to “O tym jak wydawca na konwenty jeździć zaczął”

  1. Seji mówi:

    Az sie prosi, zebys napisal wiecej o tym, jak wydawca podchodzi do konwentow – plusy, minusy, bledy orgow, bledy wydawcow, kwestie sporne. Przyda sie swiezym orgom (a moze i nowym wydawcom).

    Owszem, dopiero w to wszedles, ale to IMO jest dobre – masz swieze podejscie i moze na rozne rzeczy jeszcze nie machnales reka.

  2. qendi mówi:

    Nie ma sprawy. Nastepnym razem trochę się rozpiszę na ten temat. Zwłaszcza, że to wraca po ka żdym jednym wyjeździe

Leave a Reply