O tym, że akcja „Legendy pięciu Kręgów” nie rozgrywa się w Japonii spróbowałem już was zapewnić. Warto jednak mieć w pamięci, iż nie toczy się ona również w Zapomnianych Krainach, Starym Świecie, albo którymś z tysięcznym światów fantasy, gdzie elfy zamieszkują nadrzewne domki, a krasnoludy ryją głęboko pod górami. Na pierwszy rzut oka widać przecież, że „L5K” oferuje dla nich alternatywę, proponując zabawę nieco bardziej egzotyczną, o której czasem słyszy się, że jest wymagająca. Czym zatem różni się Rokugan od wyliczonych powyżej uniwersów i jak ugryźć jego specyfikę, by się nią przy okazji nie zadławić?
Do drzwi, prowadzących w głąb Szmaragdowego Cesarstwa, prowadzą trzy stopnie – na każdym z nich można się, niestety, potknąć. Pierwszy to nieco inna, niż w przeciętnej grze fantasy, rola postaci, w które wcielają się gracze. Drugi opatrzony jest groźnymi etykietami honoru i grzeczności. Trzeci wreszcie wiąże się z mniej oczywistą i intuicyjną estetyką, wyglądem Rokuganu, który oczywiście Japonią nie jest, ale za pomocą japońskiego tuszu został namalowany. Żaden ze stopni nie jest szczególnie wysoki, czy chybotliwy, a zagrozić może waszej zabawie tylko, gdy w ogóle przegapicie jego obecność. Innymi słowy, gdy uwzględnicie trzy wyliczone wyżej kwestie, Rokugan otworzy się przed wami jak cesarska chryzantema. Jeżeli którąś z nich nierozważnie zignorujecie, przenosząc przyzwyczajenia z Warhammera, gra wyda wam się trudna i dziwaczna.
Sprawa pierwsza: „L5K” oferuje grę samurajami, którzy, w przeciwieństwie do bohaterów WFRP, nie są wyrzutkami społeczeństwa. Przeciwnie, zajmują precyzyjnie wyznaczoną pozycję na społecznej drabinie. Nie przemierzają zatem Cesarstwa w poszukiwaniu przygody i łatwego zarobku, ale wykonują swoje obowiązki. Nie muszą troszczyć się o byt, ciułać pieniędzy na magiczny miecz i zbroję płytową, ani nawet krzyczeć: „Karczmarzu, piwa!” – w zamian za wierną służbę, pan dba o ich potrzeby. Wreszcie, należą do wysoko urodzonej elity, mają prawo rozkazywać chłopom i wymagać od nich posłuszeństwa. Wszystkie te czynniki powodują, że w Rokuganie raczej nie zdarzy się klasyczne otwarcie przygody, gdy do siedzącej w karczmie zgrai awanturników przysiada się zakapturzony jegomość. O nie – tu samuraje zostają wezwani przed oblicze swojego władcy, który wydaje im polecenie udziału w przygodzie. W finale natomiast nie otrzymają nagrody w postaci dwustu sztuk złota – lecz okryją się chwałą i zyskają w oczach swojego władcy i lokalnej społeczności.
Brzmi groźnie? Dalej jest jeszcze trudniej: otóż, ze statusem szlacheckim wiąże się problem grzeczności oraz honoru. Po pierwsze, samuraje przestrzegają reguł etykiety, która odróżnia ich od prostackich zabójców trolli i najemników z innych gier. Grzecznością wystawiają świadectwo swojej własnej wartości – gdy nie obrzucają nawet najgorszego wroga stekiem wyzwisk, lecz okazują mu stosowny szacunek, nim skrócą nikczemnika o głowę. Lub traktują odpowiednio z góry, gdy jest plebejskiego pochodzenia: doby samuraj nie brata się z chłopami. Po wtóre, wiarę owej własnej wartości stanowi samurajski honor, który przy całym skomplikowaniu daje się sprowadzić do takiej oto konstatacji: bohater powinien dotrzymywać słowa. Zawsze. Nawet za cenę porażki. Nawet za cenę cierpienia. Nawet za cenę życia.
I sprawa trzecia: bohaterowie graczy nie tylko inaczej się zachowują – również inaczej wyglądają. Nie chodzi tu wcale o to, że są skośnookimi pokurczami, gdyż mieszkańcy Rokuganu nie przypominają Japończyków aż tak bardzo. Rzecz raczej w tym, że inaczej się ubierają, inne rzeczy jedzą i piją, odpoczywają w cieniu innych drzew i w inny sposób noszą broń. Po prostu, Szmaragdowe Cesarstwo wygląda inaczej niż świat, który znamy najlepiej – z powieści i gier fantasy, z filmów, z historii czy własnej obserwacji. Jest egzotyczne.
Nie ma co ukrywać, wszystkie trzy kwestie, które odróżniają „Legendę pięciu Kręgów” od przeciętnej gry fantasy mogą sprawić pewne kłopoty. Na pewno wymagają podjęcia drobnego wysiłku – zwłaszcza ostatnia z nich. Ale to one również stanowią o silne gry i niepowtarzalnym uroku Szmaragdowego Cesarstwa, gwarantując, że nie pomylicie sesji z rozgrywką w żaden inny system. A jeżeli czujecie się wystraszeni tak groźnymi założeniami, pozwólcie, że was uspokoję. Po pierwsze, następnym razem opowiem wam, skąd czerpać konieczne do gry inspiracje. Po drugie, każdym z naszych stopni zajmę się bardziej szczegółowo. Żebyście zobaczyli, że to nie są przeszkody, lecz fantastyczne okazje dla niezwykłej, pamiętnej opowieści.
tzm
Tags: Jak zacząć, L5K
